Tak - to już dzisiaj. Dzisiaj zaczynamy bożonarodzeniowe świętowanie.
Jestem spokojna i przygotowana. I cieszę się, że są Święta. W końcu jest czas by nadrobić zaległości w spotkaniach ze znajomymi i, co najważniejsze, z rodziną.
Ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie. Miałam masę pracy, do domu przychodziłam tylko na noc i naprawdę bałam się, że z niczym się w tym roku nie wyrobię. Na szczęście tak się nie stało. Na dwa dni przed Wigilią zakasałam rękawy i wzięłam się do sprzątania i szykowania. Wszystko jest gotowe!
Przede wszystkim - choinka. W tym roku mam w końcu prawdziwą choinkę. I nie mam na myśli tego, że jest żywa. W poprzednich latach miałam różne ozdoby w mieszkaniu, lampki, choinkowe gałązki, ale choinki nie. Z różnych względów: remont, wyjazd z domu na święta, itp. Dlatego cieszę się, że kiedy w końcu mogę sobie pozwolić na choinkę, to jest ona prawdziwa i żywa. Na dodatek jest to mój pierwszy świąteczny prezent! Wspaniały prezent, za który bardzo dziękuję Hubertowi :*
Na stole pojawił się stroik. Bardzo skromny, ale uprzyjemniający mi czas swoim migotliwym płomieniem :)
Jeśli chodzi o wypieki, w tym roku złamałam swoją tradycję pieczenia pierników. Zazwyczaj są to pepparkakor, czasem piekę również czekoladowe i cynamonowe kruche ciasteczka, które dołączam do prezentów. Z braku czasu w tym roku upiekłam kolakakor, ale dodałam do nich cynamon z nadzieją, że wpasują się w świąteczny klimat. Nie zawiodłam się, są wyśmienite!
Czas, który zaoszczędziłam przy świątecznych wypiekach przeznaczyłam na zrobienie prezentów, dlatego większość mojej rodziny i przyjaciół dostanie w tym roku musujące kule do kąpieli o zapachu lawendy...
...oraz mydełka - kawowe i pomarańczowe. To co widzicie na zdjęciach, to tzw. "resztki" czyli to, co nie zostało jeszcze rozdane lub spakowane do większej paczki.
Reszta prezentów jest już spakowana i czeka na ułożenie pod choinką w domu moich rodziców, bo to tam w tym roku spędzę wigilię.
Mam nadzieję, że choinka będzie u nich wyglądała tak jak u mnie, kiedy to gościłam u siebie przyjaciół na corocznym przedświątecznym spotkaniu.
Spotkanie było bardzo udane! Pozytywnie mnie naładowało, więc liczę, że po rodzinnej wigilii będzie jeszcze lepiej ;)
Życzę Wam spokojnych Świąt, udanych rodzinnych spotkań, naładowania baterii na sylwestrową noc oraz odpoczynku po całym roku i odrobiny zadumy, w jaką ostatnio popadł mój kot ;)
Wszystkiego dobrego!
Do zobaczenia po Świętach :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty
24.12.2011
15.10.2011
Rocznica ślubu
Autor:
Ja Sama
o
01:22
Zachęcona ostatnimi odkryciami kulinarnymi w formie cupcakes, postanowiłam upiec je po raz drugi. Okazja była sprzyjająca, bo moi rodzice obchodzili rocznicę ślubu. Nie miałam wiele czasu, ale udało mi się wyczarować słodkie babeczki ;)
Zrobiłam je zgodnie z przepisem, który podlinkowałam wyżej. Zmieniłam jedynie kolor barwnika i ozdoby, bo skoro to rocznica ślubu - to muszą być serduszka!
Bardzo polubiłam cupcakes. Co prawda wymagają więcej czasu i więcej naczyń, niż typowe muffiny, jednak smak i wygląd rekompensują czas spędzony w kuchni.
Zrobiłam je zgodnie z przepisem, który podlinkowałam wyżej. Zmieniłam jedynie kolor barwnika i ozdoby, bo skoro to rocznica ślubu - to muszą być serduszka!
Bardzo polubiłam cupcakes. Co prawda wymagają więcej czasu i więcej naczyń, niż typowe muffiny, jednak smak i wygląd rekompensują czas spędzony w kuchni.
Na pewno zrobię je jeszcze nie raz. Mam już pomysły na inne wariacje, nie tylko kremu, ale też ciasta biszkoptowego :)
Skusiłam Was?
14.10.2011
Cupcakes
Autor:
Ja Sama
o
20:06
Jakiś czas temu, podczas rozmowy z koleżanką znów padło z mych ust zdanie, które wypowiadam szybciej, niż pomyślę. Challenge accepted! ;) Tym razem padło na typowe cupcakes. Nie muffiny, tylko cupcakes.
A czym charakteryzują się cupcakes? Po małym researchu w Internecie, już wiem. Babeczki zwane cupcakes zrobione są z ciasta biszkoptowego, a krem zazwyczaj jest śmietanowy lub serowy (twarogowy), koniecznie bogato zdobiony.
Zaczęłam więc wymyślać:
100 g masła ucieram z niepełną szklanką (150 ml) cukru.
W osobnej misce ubijam 3 jaja by uzyskać ładną, dość jasną masę.
Do miski z masłem i cukrem dodaję ubite jaja, wlewam łyżkę ekstraktu z wanilii, mieszam.
Dosypuję szklankę (ok. 200 ml) mąki i wszystko mieszam by uzyskać jednolite ciasto.
Ciasto przekładam do papilotek i piekę około 15-20 min. w 175 st. C z włączonym termoobiegiem.
Kiedy babeczki są upieczone i stygną, robię krem.
Klimek tłustego twarogu mieszam z połową szklanki cukru. Dodaję ok. 50 g miękkiego masła i wszystko ubijam. By uzyskać gładką masę dodaję łyżkę gorącej wody. Kiedy krem będzie miał ładną konsystencję, a smak będzie w porządku - biorę się za dodawanie barwników.
Babeczki upieczone, krem gotowy. No to zdobimy!
Pamiętajcie, że zdobimy tylko te babeczki, które już ostygły. Ja do tego celu używam szprycy. Kiedy masa twarogowa znajduje się już na naszych babeczkach - bierzemy się za dekorowanie.
Moje pierwsze cupcakes wyglądały tak:
Niebieski krem i żółte gwiazdki.
A tak prezentowały się w całości:
I jeszcze przekrój! :)
Ciasto biszkoptowe było dość zbite, ale jednocześnie bardzo delikatne. Krem trzymał się bardzo dobrze, nie namoczył ciasta, a babeczki trzymałam całą noc w lodówce.
Wam również polecam schowanie ich do lodówki, na przykład na godzinę lub dwie przed podaniem, krem się ładnie ustabilizuje i nie będzie problemu z ciapą na talerzu ;)
A czym charakteryzują się cupcakes? Po małym researchu w Internecie, już wiem. Babeczki zwane cupcakes zrobione są z ciasta biszkoptowego, a krem zazwyczaj jest śmietanowy lub serowy (twarogowy), koniecznie bogato zdobiony.
Zaczęłam więc wymyślać:
100 g masła ucieram z niepełną szklanką (150 ml) cukru.
W osobnej misce ubijam 3 jaja by uzyskać ładną, dość jasną masę.
Do miski z masłem i cukrem dodaję ubite jaja, wlewam łyżkę ekstraktu z wanilii, mieszam.
Dosypuję szklankę (ok. 200 ml) mąki i wszystko mieszam by uzyskać jednolite ciasto.
Ciasto przekładam do papilotek i piekę około 15-20 min. w 175 st. C z włączonym termoobiegiem.
Kiedy babeczki są upieczone i stygną, robię krem.
Klimek tłustego twarogu mieszam z połową szklanki cukru. Dodaję ok. 50 g miękkiego masła i wszystko ubijam. By uzyskać gładką masę dodaję łyżkę gorącej wody. Kiedy krem będzie miał ładną konsystencję, a smak będzie w porządku - biorę się za dodawanie barwników.
Babeczki upieczone, krem gotowy. No to zdobimy!
Pamiętajcie, że zdobimy tylko te babeczki, które już ostygły. Ja do tego celu używam szprycy. Kiedy masa twarogowa znajduje się już na naszych babeczkach - bierzemy się za dekorowanie.
Moje pierwsze cupcakes wyglądały tak:
Niebieski krem i żółte gwiazdki.
A tak prezentowały się w całości:
I jeszcze przekrój! :)
Ciasto biszkoptowe było dość zbite, ale jednocześnie bardzo delikatne. Krem trzymał się bardzo dobrze, nie namoczył ciasta, a babeczki trzymałam całą noc w lodówce.
Wam również polecam schowanie ich do lodówki, na przykład na godzinę lub dwie przed podaniem, krem się ładnie ustabilizuje i nie będzie problemu z ciapą na talerzu ;)
25.09.2011
Banana Bread jako bananowe muffiny
Autor:
Ja Sama
o
14:35
Lubię muffiny. Lubię robić muffiny. A już takie, które mają głęboki smak, są wilgotne i ładnie odchodzą od papilotek, znajdują się w mojej czołówce ulubionych deserów.
Tak właśnie jest z bananowymi muffinami, które zrobiłam według przepisu na bananowe chlebki Rynn.
Sekretem tego wypieku są bardzo dojrzałe banany, bardzo dojrzałe = czarne.
Najpierw rozgniatam 4 banany. Nie przykładam się do tego za bardzo, nawet staram się, by pozostało trochę grudek. Dodaję 1/3 szklanki roztopionego masła, 1/3 szklanki cukru (albo mniej), jajko, szczyptę soli i łyżeczkę sody oczyszczonej. Mieszam. Dodaję około 2 szklanek mąki, by konsystencja ciasta była gładka, ale i dość gęsta.
Gotowe ciasto przekładam do foremek i ozdabiam czekoladową posypką (jak widać na zdjęciach). Lubię też wkładać do środka łyżeczkę kremu czekoladowego, możecie to zobaczyć na tym zdjęciu.
Muffiny pieczemy w 170 st. C, aż do zezłocenia wierzchniej skórki. Zazwyczaj zajmuje to 10-20 minut.
Muffiny w środku są naprawdę wilgotne i sprężyste.
Skoro wszyscy nazywają ten wypiek chlebkiem, to i ja musiałam upiec swój "chlebek".
Jeśli lubicie banany - polecam ten deser! Owoce te są bardzo wyczuwalne, ale nie nachalne.
Czy spotkałam kogoś, komu one nie smakowały? Nie przypominam sobie ;)
Tak właśnie jest z bananowymi muffinami, które zrobiłam według przepisu na bananowe chlebki Rynn.
Sekretem tego wypieku są bardzo dojrzałe banany, bardzo dojrzałe = czarne.
Najpierw rozgniatam 4 banany. Nie przykładam się do tego za bardzo, nawet staram się, by pozostało trochę grudek. Dodaję 1/3 szklanki roztopionego masła, 1/3 szklanki cukru (albo mniej), jajko, szczyptę soli i łyżeczkę sody oczyszczonej. Mieszam. Dodaję około 2 szklanek mąki, by konsystencja ciasta była gładka, ale i dość gęsta.
Gotowe ciasto przekładam do foremek i ozdabiam czekoladową posypką (jak widać na zdjęciach). Lubię też wkładać do środka łyżeczkę kremu czekoladowego, możecie to zobaczyć na tym zdjęciu.
Muffiny pieczemy w 170 st. C, aż do zezłocenia wierzchniej skórki. Zazwyczaj zajmuje to 10-20 minut.
Muffiny w środku są naprawdę wilgotne i sprężyste.
Skoro wszyscy nazywają ten wypiek chlebkiem, to i ja musiałam upiec swój "chlebek".
Jeśli lubicie banany - polecam ten deser! Owoce te są bardzo wyczuwalne, ale nie nachalne.
Czy spotkałam kogoś, komu one nie smakowały? Nie przypominam sobie ;)
5.08.2011
Panna Cotta
Autor:
Ja Sama
o
01:28
Panna cotta chodziła za mną długi czas, dlatego też któregoś dnia postanowiłam ją zrobić. Trochę obawiałam się tak dużej ilości śmietany, ale przecież nikt nie kazałby mi jeść tego wszystkiego od razu, prawda? Deser wykonałam dla rodziny, którą gościłam u siebie na "azjatyckim wieczorze". Tak dla zmiany tematu! Ale o tym innym razem ;)
Do wykonania deseru użyłam silikonowych foremek na muffinki oraz silikonowej formy w kształcie różyczek.
Przepis pochodzi ze strony Moje Wypieki:
- 200 ml śmietany kremówki
- 50 m. mleka
- 250 g sera twarogowego na sernik
- 3 łyżeczki żelatyny
- 1 laska wanilii
- 80 g cukru
Śmietanę, mleko, cukier wraz z ziarenkami wanilii podgrzać do zagotowania. Zdjąć z palnika i dodać żelatynę rozpuszczoną w 1/4 szklanki wody. Dodać twaróg i wszystko zmiksować do uzyskania gładkiej masy, którą przelewamy do foremek i wstawiamy do lodówki na kilka godzin lub całą noc. Zamiast wanilii użyłam cukru waniliowego oraz łyżeczkę ekstraktu z wanilii.
Deser ten można podać z sosem owocowym lub czekoladowym, ze świeżymi owocami lub owocami z puszki.
Panna cotta wyszła znakomicie. Nie dość, że przygotowanie jej jest wyjątkowo łatwe i szybkie (nie licząc leżenia w lodówce), na dodatek nie była słodka, za to idealnie puszysta i delikatna. A prezencja - niczego sobie ;)
Do wykonania deseru użyłam silikonowych foremek na muffinki oraz silikonowej formy w kształcie różyczek.
Przepis pochodzi ze strony Moje Wypieki:
- 200 ml śmietany kremówki
- 50 m. mleka
- 250 g sera twarogowego na sernik
- 3 łyżeczki żelatyny
- 1 laska wanilii
- 80 g cukru
Śmietanę, mleko, cukier wraz z ziarenkami wanilii podgrzać do zagotowania. Zdjąć z palnika i dodać żelatynę rozpuszczoną w 1/4 szklanki wody. Dodać twaróg i wszystko zmiksować do uzyskania gładkiej masy, którą przelewamy do foremek i wstawiamy do lodówki na kilka godzin lub całą noc. Zamiast wanilii użyłam cukru waniliowego oraz łyżeczkę ekstraktu z wanilii.
Deser ten można podać z sosem owocowym lub czekoladowym, ze świeżymi owocami lub owocami z puszki.
Panna cotta wyszła znakomicie. Nie dość, że przygotowanie jej jest wyjątkowo łatwe i szybkie (nie licząc leżenia w lodówce), na dodatek nie była słodka, za to idealnie puszysta i delikatna. A prezencja - niczego sobie ;)
5.07.2011
W roli głównej: ciasto Kangurzycy
Autor:
Ja Sama
o
13:14
Wczoraj gościłam u siebie pannę A., która tak jak ja pamięta gotowanie z książką Kubusia Puchatka. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że panna A. nigdy nie zrobiła jabłkowego ciasta Kangurzycy! Musiałyśmy to nadrobić :) Po piętnastominutowym zachwycaniu się przepisami i obrazkami umieszczonymi w książce, wzięłyśmy się do dzieła:
Wszystko zrobiłyśmy zgodnie z przepisem.
Proste składniki, łatwe wykonanie, a efekt pyszka - jak mawiał Kubuś Puchatek ;)
Wszystko zrobiłyśmy zgodnie z przepisem.
Proste składniki, łatwe wykonanie, a efekt pyszka - jak mawiał Kubuś Puchatek ;)
Mam nadzieję, że panna A. miło wspomina ten wieczór i jeszcze nieraz wróci do tego przepisu.
3.07.2011
Placuszki z tartym jabłkiem
Autor:
Ja Sama
o
16:18
Pewnie poznaliście mnie na tyle, żeby wiedzieć, że nie ma u mnie rzeczy, których nie da się wykorzystać. Nie lubię wyrzucać jedzenia, dlatego zawsze staram się przemycać do moich potraw zapomniane "resztki" znalezione w lodówce.
Od kilku dni, codziennie, za każdym razem kiedy wchodziłam do kuchni - patrzyło na mnie jedno jedyne, samotne jabłko... Przyznam, że nie miałam ochoty na konsumpcję tego jabłka sauté, dlatego postanowiłam dodać je do naleśników. I tak powstały placuszki z tartym jabłkiem:
Puszyste, delikatne i przecudnie wilgotne ciasto - moje zapomniane jabłko dało popis! Brawa :)
W przeciwieństwie do osamotnionego jabłka, placuszki sauté smakowały wybornie, jednak nie byłabym sobą, gdybym nie dodała kropli złotego syropu. Mmmm...
Można uratować jabłko skazane na samotność i zapomnienie? Można!
A jak pięknie potrafi się odwdzięczyć! ;)
Od kilku dni, codziennie, za każdym razem kiedy wchodziłam do kuchni - patrzyło na mnie jedno jedyne, samotne jabłko... Przyznam, że nie miałam ochoty na konsumpcję tego jabłka sauté, dlatego postanowiłam dodać je do naleśników. I tak powstały placuszki z tartym jabłkiem:
Puszyste, delikatne i przecudnie wilgotne ciasto - moje zapomniane jabłko dało popis! Brawa :)
W przeciwieństwie do osamotnionego jabłka, placuszki sauté smakowały wybornie, jednak nie byłabym sobą, gdybym nie dodała kropli złotego syropu. Mmmm...
Można uratować jabłko skazane na samotność i zapomnienie? Można!
A jak pięknie potrafi się odwdzięczyć! ;)
1.07.2011
Jeżyki Sowy Przemądrzałej
Autor:
Ja Sama
o
23:28
Możliwe, że większość z Was miało w dzieciństwie do czynienia z "Książką Kucharską Kubusia Puchatka".
Przyznam, że jest to jedna z najlepszych pozycji w mojej biblioteczce książek kucharskich ;) Każdy przepis mam wielokrotnie sprawdzony, część została ulubiona po wsze czasy! Po wielu latach coś mnie tknęło i po prostu musiałam przygotować Jeżyki. A jak mus to mus. Bez dwóch zdań!
A czy Wy macie jakieś smaki z dzieciństwa, do których lubicie wracać?
Przyznam, że jest to jedna z najlepszych pozycji w mojej biblioteczce książek kucharskich ;) Każdy przepis mam wielokrotnie sprawdzony, część została ulubiona po wsze czasy! Po wielu latach coś mnie tknęło i po prostu musiałam przygotować Jeżyki. A jak mus to mus. Bez dwóch zdań!
Przepis jest bardzo prosty, jestem pewna, że przygotowanie zajmuje mniej niż 20 minut, ale nie mam już 10 lat, a wszystkie składniki mierzę "na oko". Jedyne co się nie zmieniło to smak (przepyszne) i wygląd:
A czy Wy macie jakieś smaki z dzieciństwa, do których lubicie wracać?
24.06.2011
Cynamonowe ślimaczki
Autor:
Ja Sama
o
13:43
Dziś chciałabym się podzielić przepisem na przepyszne cynamonowe ślimaczki. Jestem pewna, że kiedyś znalazłam ten przepis w internecie, jednak w tej chwili zupełnie nie mogę sobie przypomnieć skąd go spisałam. A spisałam go do swojego czarnego notesu, który niedługo Wam pokażę.
Ślimaczki to szwedzkie bułeczki cynamonowe zwane kanelbullar.
50 g świeżych drożdży rozpuszczam w 1/2 litra mleka ciepłego "na palec", w którym roztopiłam już 200 g masła. Dodaję 100 g cukru, małą łyżeczkę soli i maksymalnie 2 łyżeczki mielonego kardamonu. To wszystko mieszam z 850 g mąki pszennej (choć prawie zawsze schodzi mi kilogram...) i wyrabiam tak, aby uzyskać elastyczne ciasto. Zostawiam je do wyrośnięcia minimum na 30 minut, ale nie dłużej niż godzinę.
Po tym czasie wyrabiam ponownie i dzielę na dwie części. Zostawiam je na chwilę w spokoju, aby przygotować cynamonową masę: 200 g masła w temperaturze pokojowej mieszam z maksymalnie 6cioma łyżkami mielonego cynamonu i 150 g cukru.
Każdą część ciasta rozwałkowuję i nakładam na nią nadzienie. Zwijam w rulon i tnę na kawałki grubości około 2 cm. Układam na blasze i po 30 minutach smaruję je roztrzepanym jajkiem i posypuję cukrem.
Piekę w 250 stopniach Celsjusza przez 5 lub 8 minut, a tak naprawdę to na oko ;) Jak się ładnie przyrumienią to znak, że są już gotowe.
Ślimaczki to szwedzkie bułeczki cynamonowe zwane kanelbullar.
50 g świeżych drożdży rozpuszczam w 1/2 litra mleka ciepłego "na palec", w którym roztopiłam już 200 g masła. Dodaję 100 g cukru, małą łyżeczkę soli i maksymalnie 2 łyżeczki mielonego kardamonu. To wszystko mieszam z 850 g mąki pszennej (choć prawie zawsze schodzi mi kilogram...) i wyrabiam tak, aby uzyskać elastyczne ciasto. Zostawiam je do wyrośnięcia minimum na 30 minut, ale nie dłużej niż godzinę.
Po tym czasie wyrabiam ponownie i dzielę na dwie części. Zostawiam je na chwilę w spokoju, aby przygotować cynamonową masę: 200 g masła w temperaturze pokojowej mieszam z maksymalnie 6cioma łyżkami mielonego cynamonu i 150 g cukru.
Każdą część ciasta rozwałkowuję i nakładam na nią nadzienie. Zwijam w rulon i tnę na kawałki grubości około 2 cm. Układam na blasze i po 30 minutach smaruję je roztrzepanym jajkiem i posypuję cukrem.
Piekę w 250 stopniach Celsjusza przez 5 lub 8 minut, a tak naprawdę to na oko ;) Jak się ładnie przyrumienią to znak, że są już gotowe.
Smacznego!
22.06.2011
Rocznica
Autor:
Ja Sama
o
01:29
W połowie czerwca moja starsza siostra obchodzi rocznicę swojego ślubu. W tym roku postanowiłam upiec dla niej i dla mojego szwagra tort. Chciałam, żeby był wyjątkowy, więc jak zwykle skorzystałam ze wspaniałego bloga Moje Wypieki. Tym razem padło na Red Velvet Cake, który u mnie prezentował się tak:
Tort miał być czerwony, wyszedł czerwonobrązowy. Wszystko przez moje gapiostwo - do ciasta użyłam barwnika naturalnego, chociaż specjalnie kupiłam sztuczny... Odruchowo wzięłam pierwszą buteleczkę jaka nawinęła mi się pod ręką i nie czytając etykiety (a oba barwniki mają takie samo opakowanie) użyłam go do ciasta.
Na szczęście w smaku wyszedł iście niebiański, a krem pobił wszelkie rekordy! Polecam to ciasto bardzo serdecznie, ja pewnie jeszcze nie raz sięgnę po ten przepis.
No to do następnego! ;)
Tort miał być czerwony, wyszedł czerwonobrązowy. Wszystko przez moje gapiostwo - do ciasta użyłam barwnika naturalnego, chociaż specjalnie kupiłam sztuczny... Odruchowo wzięłam pierwszą buteleczkę jaka nawinęła mi się pod ręką i nie czytając etykiety (a oba barwniki mają takie samo opakowanie) użyłam go do ciasta.
Na szczęście w smaku wyszedł iście niebiański, a krem pobił wszelkie rekordy! Polecam to ciasto bardzo serdecznie, ja pewnie jeszcze nie raz sięgnę po ten przepis.
No to do następnego! ;)
3.06.2011
Urodzinowy rabarbar
Autor:
Ja Sama
o
12:11
Może nie powinnam się przyznawać, ale okres, w którym można kupić świeży rabarbar jest niezbyt dla mnie korzystny. Jak tylko jestem w sklepie, zawsze (naprawdę zawsze) biorę ze sobą pęczek... I nie ważne, że weszłam tylko po mleko i jaja. Za każdym razem stoję przy kasie obładowana gałęziami rabarbaru.
Te muffiny zrobiłam już ze 3 razy, jednak wczoraj chciałam wypróbować czegoś nowego ale równie szybkiego. Miałam "niespodziewanych" gości, więc zrobiłam biszkopt z rabarbarem. A dziś zostało z niego tylko tyle:
Wykonanie jest bardzo łatwe! Zmiksowałam 4 jaja ze szklanką cukru na gładką jasną masę, dodałam ok. 2 szklanek mąki, ciasto wylałam do foremki, posypałam rabarbarem, położyłam płaty zimnego masła, wszystko posypałam cukrem, wstawiłam do piecyka i piekłam około 20 minut w 170 st. C. Ciasto podałam ciepłe (z gałką lodów waniliowych). Pycha!
Na ucho Wam powiem, że mój tata wziął dokładkę ;)
Te muffiny zrobiłam już ze 3 razy, jednak wczoraj chciałam wypróbować czegoś nowego ale równie szybkiego. Miałam "niespodziewanych" gości, więc zrobiłam biszkopt z rabarbarem. A dziś zostało z niego tylko tyle:
Wykonanie jest bardzo łatwe! Zmiksowałam 4 jaja ze szklanką cukru na gładką jasną masę, dodałam ok. 2 szklanek mąki, ciasto wylałam do foremki, posypałam rabarbarem, położyłam płaty zimnego masła, wszystko posypałam cukrem, wstawiłam do piecyka i piekłam około 20 minut w 170 st. C. Ciasto podałam ciepłe (z gałką lodów waniliowych). Pycha!
Na ucho Wam powiem, że mój tata wziął dokładkę ;)
23.05.2011
Rabarbar
Autor:
Ja Sama
o
21:52
Kocham rabarbar! W tym roku, mój "pierwszy raz" z rabarbarem był szybki i smaczny. Zrobiłam muffiny ;) które wyjątkowo wcinałam na gorąco. Były tak pyszne, że z trudem powstrzymywałam się by nie zjeść wszystkich od razu.
Z zewnątrz miały chrupiącą cukrowo-cynamonową skorupkę,
a w środku mięciutkie ciasto waniliowe, w którym zatopione były kawałki rozpływającego się w ustach rabarbaru...
Z zewnątrz miały chrupiącą cukrowo-cynamonową skorupkę,
a w środku mięciutkie ciasto waniliowe, w którym zatopione były kawałki rozpływającego się w ustach rabarbaru...
Po prostu palce lizać!
Subskrybuj:
Posty (Atom)