Już kilka razy na tym blogu pojawiał się mój kot. Ale chyba jeszcze nigdy nie powiedziałam o nim więcej, niż zwyczajowe "kot". Dziś będzie inaczej, a to za sprawą gwiazdkowego prezentu jaki dostała moja kocica o imieniu Zorka.
Gdy zobaczyłam ten prezent pod choinką u moich rodziców, muszę przyznać, że byłam bardzo zaskoczona, bo to naprawdę niesamowita niespodzianka!
Jak tylko wróciłam do domu, od razu przekazałam go tej, dla której był przeznaczony ;)
Jesteście ciekawi co było w środku? Jeszcze chwilka...
... i już można podejrzeć!
Jest to koci tunel z dwiema piłeczkami, które mają dzwoneczki w środku.
Najpierw trzeba zajrzeć do środka.
A teraz można do końca rozpakować i sprawdzić go z każdej strony!
Muszę Wam powiedzieć, że to prezent wyjątkowo trafiony. Nie dość, że wygląda ładnie, to jeszcze został polubiony przez mojego kota. Bo Zorka ma już jeden tunel, którego się panicznie boi! Dlatego cieszę się, że ten przypadł jej do gustu, bo służy nam jako kolejny gadżet w naszych codziennych zabawach :)
Mikołaju! Bardzo dziękujemy!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
28.12.2011
24.12.2011
Świąteczne przygotowania
Autor:
Ja Sama
o
14:38
Tak - to już dzisiaj. Dzisiaj zaczynamy bożonarodzeniowe świętowanie.
Jestem spokojna i przygotowana. I cieszę się, że są Święta. W końcu jest czas by nadrobić zaległości w spotkaniach ze znajomymi i, co najważniejsze, z rodziną.
Ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie. Miałam masę pracy, do domu przychodziłam tylko na noc i naprawdę bałam się, że z niczym się w tym roku nie wyrobię. Na szczęście tak się nie stało. Na dwa dni przed Wigilią zakasałam rękawy i wzięłam się do sprzątania i szykowania. Wszystko jest gotowe!
Przede wszystkim - choinka. W tym roku mam w końcu prawdziwą choinkę. I nie mam na myśli tego, że jest żywa. W poprzednich latach miałam różne ozdoby w mieszkaniu, lampki, choinkowe gałązki, ale choinki nie. Z różnych względów: remont, wyjazd z domu na święta, itp. Dlatego cieszę się, że kiedy w końcu mogę sobie pozwolić na choinkę, to jest ona prawdziwa i żywa. Na dodatek jest to mój pierwszy świąteczny prezent! Wspaniały prezent, za który bardzo dziękuję Hubertowi :*
Na stole pojawił się stroik. Bardzo skromny, ale uprzyjemniający mi czas swoim migotliwym płomieniem :)
Jeśli chodzi o wypieki, w tym roku złamałam swoją tradycję pieczenia pierników. Zazwyczaj są to pepparkakor, czasem piekę również czekoladowe i cynamonowe kruche ciasteczka, które dołączam do prezentów. Z braku czasu w tym roku upiekłam kolakakor, ale dodałam do nich cynamon z nadzieją, że wpasują się w świąteczny klimat. Nie zawiodłam się, są wyśmienite!
Czas, który zaoszczędziłam przy świątecznych wypiekach przeznaczyłam na zrobienie prezentów, dlatego większość mojej rodziny i przyjaciół dostanie w tym roku musujące kule do kąpieli o zapachu lawendy...
...oraz mydełka - kawowe i pomarańczowe. To co widzicie na zdjęciach, to tzw. "resztki" czyli to, co nie zostało jeszcze rozdane lub spakowane do większej paczki.
Reszta prezentów jest już spakowana i czeka na ułożenie pod choinką w domu moich rodziców, bo to tam w tym roku spędzę wigilię.
Mam nadzieję, że choinka będzie u nich wyglądała tak jak u mnie, kiedy to gościłam u siebie przyjaciół na corocznym przedświątecznym spotkaniu.
Spotkanie było bardzo udane! Pozytywnie mnie naładowało, więc liczę, że po rodzinnej wigilii będzie jeszcze lepiej ;)
Życzę Wam spokojnych Świąt, udanych rodzinnych spotkań, naładowania baterii na sylwestrową noc oraz odpoczynku po całym roku i odrobiny zadumy, w jaką ostatnio popadł mój kot ;)
Wszystkiego dobrego!
Do zobaczenia po Świętach :)
Jestem spokojna i przygotowana. I cieszę się, że są Święta. W końcu jest czas by nadrobić zaległości w spotkaniach ze znajomymi i, co najważniejsze, z rodziną.
Ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie. Miałam masę pracy, do domu przychodziłam tylko na noc i naprawdę bałam się, że z niczym się w tym roku nie wyrobię. Na szczęście tak się nie stało. Na dwa dni przed Wigilią zakasałam rękawy i wzięłam się do sprzątania i szykowania. Wszystko jest gotowe!
Przede wszystkim - choinka. W tym roku mam w końcu prawdziwą choinkę. I nie mam na myśli tego, że jest żywa. W poprzednich latach miałam różne ozdoby w mieszkaniu, lampki, choinkowe gałązki, ale choinki nie. Z różnych względów: remont, wyjazd z domu na święta, itp. Dlatego cieszę się, że kiedy w końcu mogę sobie pozwolić na choinkę, to jest ona prawdziwa i żywa. Na dodatek jest to mój pierwszy świąteczny prezent! Wspaniały prezent, za który bardzo dziękuję Hubertowi :*
Na stole pojawił się stroik. Bardzo skromny, ale uprzyjemniający mi czas swoim migotliwym płomieniem :)
Jeśli chodzi o wypieki, w tym roku złamałam swoją tradycję pieczenia pierników. Zazwyczaj są to pepparkakor, czasem piekę również czekoladowe i cynamonowe kruche ciasteczka, które dołączam do prezentów. Z braku czasu w tym roku upiekłam kolakakor, ale dodałam do nich cynamon z nadzieją, że wpasują się w świąteczny klimat. Nie zawiodłam się, są wyśmienite!
Czas, który zaoszczędziłam przy świątecznych wypiekach przeznaczyłam na zrobienie prezentów, dlatego większość mojej rodziny i przyjaciół dostanie w tym roku musujące kule do kąpieli o zapachu lawendy...
...oraz mydełka - kawowe i pomarańczowe. To co widzicie na zdjęciach, to tzw. "resztki" czyli to, co nie zostało jeszcze rozdane lub spakowane do większej paczki.
Reszta prezentów jest już spakowana i czeka na ułożenie pod choinką w domu moich rodziców, bo to tam w tym roku spędzę wigilię.
Mam nadzieję, że choinka będzie u nich wyglądała tak jak u mnie, kiedy to gościłam u siebie przyjaciół na corocznym przedświątecznym spotkaniu.
Spotkanie było bardzo udane! Pozytywnie mnie naładowało, więc liczę, że po rodzinnej wigilii będzie jeszcze lepiej ;)
Życzę Wam spokojnych Świąt, udanych rodzinnych spotkań, naładowania baterii na sylwestrową noc oraz odpoczynku po całym roku i odrobiny zadumy, w jaką ostatnio popadł mój kot ;)
Wszystkiego dobrego!
Do zobaczenia po Świętach :)
24.09.2011
Chwila dla siebie
Autor:
Ja Sama
o
16:47
Nie myślcie, że cały czas stoję "przy garach". Czasem mam też chwilę tylko dla siebie :)
Dla zainteresowanych:
A co mam na paznokciach? Przy okazji Wam pokażę, a co!
BONUS
Mój koci towarzysz, który nachalnie stara się zaistnieć w Internecie ;)
Miłego dnia!
Dla zainteresowanych:
A co mam na paznokciach? Przy okazji Wam pokażę, a co!
BONUS
Mój koci towarzysz, który nachalnie stara się zaistnieć w Internecie ;)
Miłego dnia!
14.07.2011
Galaretka z czerwonej porzeczki
Autor:
Ja Sama
o
21:07
Lubię rutynę. Dlatego co roku przygotowuję marmoladę z pigwy i pigwówkę. Cytrynówkę, a także galaretkę z czerwonej porzeczki.
Jak widzicie - w tym roku niewiele mam porzeczki. Na działce ostał nam się tylko jeden krzaczek. Mimo tak małej ilości postanowiłam dochować tradycji i zrobić galaretkę.
Uwielbiam czerwoną porzeczkę: na krzaczku, w koszyku, w miseczce, w garnku, w przetworach. Nie lubię jeść jej saute, pewnie dlatego nie miałam oporu by zrobić galaretkę z tej garstki porzeczki, jaką udało mi się uzbierać.
Przepis jest bardzo prosty:
Oczyszczoną z szypułek i umytą porzeczkę prużę w garnku, dodając do niej odrobinę wody. Prużę tak długo, dopóki nie zobaczę, że każdy owoc pękł i została z niego praktycznie skórka.
Następnie, zawartość garnka przecieram przez sito. Zależy mi na tym, by wszystkie skórki i pestki zostały na sicie, a najlepsza i najgęstsza część została w garnku. Do otrzymanego sosu dodaję cukier (zwykły, bo z żelfixem galaretka może być zbyt "ścięta"), nie wiem w jakich proporcjach, zawsze dodaję do smaku - by zachować lekką kwasowość porzeczki.
Gotową masę przekładam do słoiczków, które ozdabiam, by cieszyły me oko za każdym razem gdy po nie sięgnę lub tylko na nie spojrzę :)
Bonus:
Wiem, że mając kota muszę uważać na wszystko co tylko daje się toczyć, ale naprawdę! Żeby nurkować pod lodówkę po jeden mały, niepozorny owocek porzeczki? Serdecznie dzięki, Zorka!
Mój kot codziennie mnie mobilizuje do ćwiczeń. Kochana kicia dba o moje zdrowie fizyczne ;)
Jak widzicie - w tym roku niewiele mam porzeczki. Na działce ostał nam się tylko jeden krzaczek. Mimo tak małej ilości postanowiłam dochować tradycji i zrobić galaretkę.
Uwielbiam czerwoną porzeczkę: na krzaczku, w koszyku, w miseczce, w garnku, w przetworach. Nie lubię jeść jej saute, pewnie dlatego nie miałam oporu by zrobić galaretkę z tej garstki porzeczki, jaką udało mi się uzbierać.
Przepis jest bardzo prosty:
Oczyszczoną z szypułek i umytą porzeczkę prużę w garnku, dodając do niej odrobinę wody. Prużę tak długo, dopóki nie zobaczę, że każdy owoc pękł i została z niego praktycznie skórka.
Następnie, zawartość garnka przecieram przez sito. Zależy mi na tym, by wszystkie skórki i pestki zostały na sicie, a najlepsza i najgęstsza część została w garnku. Do otrzymanego sosu dodaję cukier (zwykły, bo z żelfixem galaretka może być zbyt "ścięta"), nie wiem w jakich proporcjach, zawsze dodaję do smaku - by zachować lekką kwasowość porzeczki.
Gotową masę przekładam do słoiczków, które ozdabiam, by cieszyły me oko za każdym razem gdy po nie sięgnę lub tylko na nie spojrzę :)
Bonus:
Wiem, że mając kota muszę uważać na wszystko co tylko daje się toczyć, ale naprawdę! Żeby nurkować pod lodówkę po jeden mały, niepozorny owocek porzeczki? Serdecznie dzięki, Zorka!
Mój kot codziennie mnie mobilizuje do ćwiczeń. Kochana kicia dba o moje zdrowie fizyczne ;)
10.07.2011
Smolinos
Autor:
Ja Sama
o
14:04
Każdy kwiat ma w sobie coś charakterystycznego. Kiedy chcesz powąchać lilię, uważaj, bo na pewno pobrudzisz sobie nos! Dlatego właśnie moja mama nazywa te kwiatki "smolinosy" bo smolą nos ;)
Jakiś tydzień temu byłam na naszej działce, zauważyłam piękną pomarańczową lilię. Mama zaproponowała bym urwała, i wzięła do domu tego smolinosa. Tak też zrobiłam. Ale co mi po jednej lilii, kiedy mam same szerokie wazony? W drodze do domu zerwałam kilka chwastów, i takie o to kwiatki przywiozłam ze sobą:
Podczas przycinania kwiatów miałam ogromną "pomoc" ze strony mej futrzastej przeszkadzajki...
Udało mi się uchronić kwiaty przed moim kotem, dzięki czemu mogę się teraz cieszyć takim widokiem:
A czy Wy lubicie polne kwiaty? Często tworzycie własne bukiety?
Jakiś tydzień temu byłam na naszej działce, zauważyłam piękną pomarańczową lilię. Mama zaproponowała bym urwała, i wzięła do domu tego smolinosa. Tak też zrobiłam. Ale co mi po jednej lilii, kiedy mam same szerokie wazony? W drodze do domu zerwałam kilka chwastów, i takie o to kwiatki przywiozłam ze sobą:
Podczas przycinania kwiatów miałam ogromną "pomoc" ze strony mej futrzastej przeszkadzajki...
Udało mi się uchronić kwiaty przed moim kotem, dzięki czemu mogę się teraz cieszyć takim widokiem:
A czy Wy lubicie polne kwiaty? Często tworzycie własne bukiety?
30.06.2011
Kocie zabawki
Autor:
Ja Sama
o
15:33
Moja kotka nie jest wybrednym zwierzęciem, zadowoli się najtańszymi i najprostszymi zabawkami, które znajdują się w moim domu "przy okazji". Lubi na przykład korki z kartonów mleka lub soku, najbardziej te, które mają nożyki - to nic, właśnie takie najczęściej kupuję. Kot się cieszy, bo jest zabawka, a ja się cieszę, bo kot się cieszy :P
Któregoś dnia postanowiłam urozmaicić jej wybór zabawek. Jako pierwsza powstała grzechotka z rolki po papierze toaletowym:
Do środka wsypałam garstkę kaszy, dziury zakleiłam kartką. Nic trudnego!
Kolejną zabawkę zrobiłam z kartonu, instrukcję znalazłam na stronie Marmalade pet care. Posiadam również instrukcje do pozostałych zabawek, ale jeszcze nie wcieliłam ich w życie. Póki co, mój kot zapoznał się tylko z jedną z nich - "jak toy":
Obie zabawki cieszyły się dość sporym zainteresowaniem jednak po kilku tygodniach grzechotka poszła w zapomnienie (mój kot lubi zabawki, które może przenieść w pyszczku) a jak toy został po prostu rozszarpany ;)
Największym zainteresowaniem mój kot obdarzył jednak kartonowy dom, jaki mu kiedyś zrobiłam. Żałuję tylko, że nie został uwieczniony na fotografii... Miał budkę, miejsce do odpoczynku, mnóstwo schowków, w które chowałam mu smakołyki. Miał też piłeczki na sznurkach, którymi mógł się bawić. Domek został wyrzucony nie dlatego, że został zdewastowany przez kota, ale dlatego, że robotnicy, którzy remontowali mi kuchnię, potraktowali go jako skrzynkę, do której mogą włożyć narzędzia i robocze ubrania.... Nie udało mi się uratować tego domku, bo za późno się zorientowałam, że robotnicy nie tylko nie szanują własnych rzeczy, ale i rzeczy swojego pracodawcy. Tych ludzi nie polecam! ;)
Za to polecam wymyślić zabawki, które mogą zadowolić wasze koty :)
Któregoś dnia postanowiłam urozmaicić jej wybór zabawek. Jako pierwsza powstała grzechotka z rolki po papierze toaletowym:
Do środka wsypałam garstkę kaszy, dziury zakleiłam kartką. Nic trudnego!
Kolejną zabawkę zrobiłam z kartonu, instrukcję znalazłam na stronie Marmalade pet care. Posiadam również instrukcje do pozostałych zabawek, ale jeszcze nie wcieliłam ich w życie. Póki co, mój kot zapoznał się tylko z jedną z nich - "jak toy":
Obie zabawki cieszyły się dość sporym zainteresowaniem jednak po kilku tygodniach grzechotka poszła w zapomnienie (mój kot lubi zabawki, które może przenieść w pyszczku) a jak toy został po prostu rozszarpany ;)
Największym zainteresowaniem mój kot obdarzył jednak kartonowy dom, jaki mu kiedyś zrobiłam. Żałuję tylko, że nie został uwieczniony na fotografii... Miał budkę, miejsce do odpoczynku, mnóstwo schowków, w które chowałam mu smakołyki. Miał też piłeczki na sznurkach, którymi mógł się bawić. Domek został wyrzucony nie dlatego, że został zdewastowany przez kota, ale dlatego, że robotnicy, którzy remontowali mi kuchnię, potraktowali go jako skrzynkę, do której mogą włożyć narzędzia i robocze ubrania.... Nie udało mi się uratować tego domku, bo za późno się zorientowałam, że robotnicy nie tylko nie szanują własnych rzeczy, ale i rzeczy swojego pracodawcy. Tych ludzi nie polecam! ;)
Za to polecam wymyślić zabawki, które mogą zadowolić wasze koty :)
26.05.2011
Balkonowy gość
Autor:
Ja Sama
o
00:15
Niedawno pokazywałam jak urządziłam swój balkonowy ogród. W związku z tym chciałabym Wam kogoś przedstawić:
Wydaje mi się, że mimo "uwięzi", mój balkonowy gość lubi przesiadywać na świeżym powietrzu. A raczej polegiwać ;)
Już niedługo przystosuję balkon tak, by nie było potrzeby używania smyczy. Na pewno Wam to pokażę :)
(Iwonko! Dziękuję za zdjęcia :*)
Wydaje mi się, że mimo "uwięzi", mój balkonowy gość lubi przesiadywać na świeżym powietrzu. A raczej polegiwać ;)
Już niedługo przystosuję balkon tak, by nie było potrzeby używania smyczy. Na pewno Wam to pokażę :)
(Iwonko! Dziękuję za zdjęcia :*)
Subskrybuj:
Posty (Atom)