14.03.2012

Na zdrowie!

Przychodzi czasem taka pora roku, że nijak nie da się opędzić od otaczającego nas przeziębienia.
Uważam, że dobra i odżywcza dieta to podstawa, dlatego na takie dni proponuję rosół z pulpecikami. Pyszna, aromatyczna, rozgrzewająca zupa z niezapomnianym smakiem mięsnych kuleczek.


Do przygotowania zupy użyłam ogromnej ilości warzyw, bo zależało mi na naturalnym warzywnym wywarze. Marchew, pietruszkę i selera pokroiłam i zalałam wodą. Jeśli macie ochotę, dodajcie też pora, ewentualnie cebulę oraz zioła (np. lubczyk i natkę pietruszki). Ale pamiętajcie, że warzywa muszą zajmować ponad połowę garnka, inaczej wywar nie będzie miał smaku. Do garnka wrzuciłam też 2 listki laurowe, ziarenka pieprzu oraz ziela angielskiego. Wywar gotowałam mniej więcej 40 minut, a w tym czasie zajęłam się przygotowaniem pulpecików.

Do 300 gram mielonego mięsa z indyka dodałam skórkę startą z jednej cytryny, posiekaną cebulę dymkę oraz natkę pietruszki i suszoną miętę. Dodałam białko jaja i doprawiłam pieprzem. Wszystko wymieszałam i ulepiłam małe pulpeciki

Kiedy mój wywar był już gotowy, odcedziłam go z większości warzyw. Ponieważ nie lubię jeść "czystych" zup (wyjątkiem jest barszcz czerwony), zdecydowałam nie odsączać wszystkiego.
Jeśli zdecydujecie się dolać wody, bo stwierdzicie, że wywaru jest za mało, nie krępujcie się i dorzućcie jeszcze kostkę warzywną. Ja ostatnio kompletnie nie używam soli, mimo że przepisy którymi się inspiruję nigdy jej nie pomijają. Sami zdecydujcie, czy wolicie wywar dosolić, czy zostawić taki, jaki wyszedł.

Do wrzącego wywaru wrzucam wszystkie pulpeciki i gotuję ok. 15 minut. Gotowe!


Zupa cieszy oko i podniebienie ;)

Na zdrowie!


Inspiracja: Magdalena Makarowska

1.03.2012

Chwila wytchnienia

Czasem każdy z nas potrzebuje oderwać się od codziennych spraw.




Dziękuję za taką możliwość.

15.01.2012

Chałka

Już dawno miałam się z Wami podzielić tym przepisem.
Chałka - wyjątkowe pieczywo. Taki trochę bułkowy chlebek ;) Wychodzi pysznie! I bardzo długo utrzymuje swoją świeżość.


Naprawdę lubię chałkę. Biorąc pod uwagę wszystkie rodzaje słodkiego pieczywa, to właśnie chałkę najbardziej cenię na swoim talerzu. Cieszę się, że w końcu udało mi się ją zrobić, bo to wcale nie takie trudne na jakie wygląda. Owszem, lekko mi się zrumieniły, ale co 3 warkocze to nie jeden! A właśnie tyle wychodzi z podanych proporcji.


A teraz przepis!
Zaczynamy od zaczynu, któremu dajemy jakieś 15 minut na rozruch. 40 g świeżych drożdży rozkruszamy w garnuszku i zalewamy 200 ml mleka. Dodajemy łyżkę mąki i cukru, mieszamy i zostawiamy, ale pilnujemy, bo naprawdę bardzo rośnie.
W misce przygotowujemy 1 kg mąki tortowej, 200 ml mleka, 2 jajka oraz 5 łyżek cukru, 1/2 łyżeczki soli, 100 g rozpuszczonego i ostudzonego masła, a także nasz wyrośnięty zaczyn.
Wszystko razem mieszamy i zagniatamy. By ciasto było delikatnie, musimy mieć pewność, że wszystkie składniki dobrze zagnietliśmy. Zazwyczaj wystarczy 20 minut, choć ja wyrabiałam ciasto prawie pół godziny.
Po tym czasie przykrywamy miskę ściereczką i zostawiamy nasze ciasto na godzinę. Po godzinie ciasto znów lekko wyrabiamy i dzielimy na 3 części. Z każdej części pleciemy warkocz i układamy na blasze. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrastania na kolejną godzinę.
Wyrośnięte warkocze smarujemy jajkiem wymieszanym z mlekiem. Wierzch możemy posypać cukrem i płatkami migdałowymi.
Pieczemy ok. 40 minut w 180 st. C. I uważamy, by ich nie spalić ;)


A później studzimy i delektujemy się smakiem własnoręcznie zrobionej chałki.
Powodzenia! I smacznego, bo jest do czego ;)

28.12.2011

Szczęśliwe futerko

Już kilka razy na tym blogu pojawiał się mój kot. Ale chyba jeszcze nigdy nie powiedziałam o nim więcej, niż zwyczajowe "kot". Dziś będzie inaczej, a to za sprawą gwiazdkowego prezentu jaki dostała moja kocica o imieniu Zorka.


Gdy zobaczyłam ten prezent pod choinką u moich rodziców, muszę przyznać, że byłam bardzo zaskoczona, bo to naprawdę niesamowita niespodzianka!
Jak tylko wróciłam do domu, od razu przekazałam go tej, dla której był przeznaczony ;)


Jesteście ciekawi co było w środku? Jeszcze chwilka...


... i już można podejrzeć!


Jest to koci tunel z dwiema piłeczkami, które mają dzwoneczki w środku.



Najpierw trzeba zajrzeć do środka.


A teraz można do końca rozpakować i sprawdzić go z każdej strony!






Muszę Wam powiedzieć, że to prezent wyjątkowo trafiony. Nie dość, że wygląda ładnie, to jeszcze został polubiony przez mojego kota. Bo Zorka ma już jeden tunel, którego się panicznie boi! Dlatego cieszę się, że ten przypadł jej do gustu, bo służy nam jako kolejny gadżet w naszych codziennych zabawach :)
Mikołaju! Bardzo dziękujemy!!!

27.12.2011

Chwalipięta

Mimo iż już po świętach, to nadal czuję ten wyjątkowy nastrój.
Było mi ciężko poczuć go przed świętami, jednak wigilia i dni późniejsze zupełnie odczarowały ten "brak przygotowania". I kiedy patrzę na te wszystkie podarki jakie dostałam w tym roku, to sobie myślę, że musiałam być naprawdę grzeczna ;) Tak naprawdę, to Mikołaja poprosiłam tylko o jedną, niezbędną w mojej pracy rzecz. I ją otrzymałam! A oprócz tego dostałam mnóstwo wspaniałych rzeczy, z których jestem tak zadowolona, że nawet sobie nie wyobrażacie :)

Pochwalę się Wam tym, co dostałam. Na zdjęciach nie ma wszystkiego, bo niektóre rzeczy są zbyt prywatne by je pokazywać, a inne po prostu są już w użyciu ;) Na przykład ta wspaniała, klasyczna apaszka, którą mam teraz na szyi. Albo przepyszny malinowy dżem, który wylądował dziś na moich śniadaniowych naleśnikach. Albo zielona herbata, którą popijam dzisiaj cały dzień! Jestem nią zachwycona - takiej jeszcze nie piłam!!!

Ale po kolei. Zacznę od mojego "zamówionego" prezentu. Jest to kalkulator. Wiem, bardzo przyziemnie, ale dotychczas naprawdę czułam jego brak. Dlatego bardzo się cieszę, że to życzenie się spełniło.


Dostałam też trochę kosmetyków. Najważniejsze dla mnie jest to, że niektóre z nich zostały ręcznie wykonane przez moją zdolną starszą siostrę :) Uwielbiam jej mydła i kule do kąpieli, moja produkcja nigdy nie będzie na takim poziomie jak jej. Zwróćcie też uwagę na żel pod prysznic w kocich buteleczkach. Cudny! To zasługa mojej przyjaciółki, która zawsze wynajdzie mi coś kociego ;)


Na Gwiazdkę dostałam również kilka kulinariów. Herbata z prawdziwymi truskawkami, Jelly Bean w świątecznym wydaniu, posypki, papilotki do mufinek oraz mały ceramiczny garnuszek - szaleństwo!


Kalendarz na nowy rok i książka. Uwielbiam kalendarze NG, to już chyba czwarty, który będzie gościł w mojej torbie. Minusem tego kalendarza jest jego wielkość i ciężar. Za to plusy: jakość wykonania, wizualna precyzja i dobrze rozplanowane kartki, wynagradzają mi tą niewygodę w jego noszeniu ;)


Biżuteria!


Z tego wszystkiego, chyba najbardziej zauroczył mnie mały mikołaj. Spójrzcie na jego minę - czyż nie wygląda uroczo?


Jak tylko wróciłam do domu, doprawiłam mu tasiemkę i powiesiłam na mojej choince.


Wpasował się idealnie! A dlaczego? Bo większość moich choinkowych ozdób to właśnie takie drobne prezenty. Jeśli nie wierzycie, spójrzcie na kolejną bombkę, którą dostałam w tym roku. Ręczna robota mojej zdolnej przyjaciółki G.!


Miło tak spojrzeć na te wszystkie rzeczy i przypominać sobie ten świąteczny czas i osoby, z którym go spędziliśmy.
Czy Wasze święta były również tak udane jak moje? Mam nadzieję, że tak!

24.12.2011

Świąteczne przygotowania

Tak - to już dzisiaj. Dzisiaj zaczynamy bożonarodzeniowe świętowanie.
Jestem spokojna i przygotowana. I cieszę się, że są Święta. W końcu jest czas by nadrobić zaległości w spotkaniach ze znajomymi i, co najważniejsze, z rodziną.
Ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo ciężkie. Miałam masę pracy, do domu przychodziłam tylko na noc i naprawdę bałam się, że z niczym się w tym roku nie wyrobię. Na szczęście tak się nie stało. Na dwa dni przed Wigilią zakasałam rękawy i wzięłam się do sprzątania i szykowania. Wszystko jest gotowe!

Przede wszystkim - choinka. W tym roku mam w końcu prawdziwą choinkę. I nie mam na myśli tego, że jest żywa. W poprzednich latach miałam różne ozdoby w mieszkaniu, lampki, choinkowe gałązki, ale choinki nie. Z różnych względów: remont, wyjazd z domu na święta, itp. Dlatego cieszę się, że kiedy w końcu mogę sobie pozwolić na choinkę, to jest ona prawdziwa i żywa. Na dodatek jest to mój pierwszy świąteczny prezent! Wspaniały prezent, za który bardzo dziękuję Hubertowi :*


Na stole pojawił się stroik. Bardzo skromny, ale uprzyjemniający mi czas swoim migotliwym płomieniem :)


Jeśli chodzi o wypieki, w tym roku złamałam swoją tradycję pieczenia pierników. Zazwyczaj są to pepparkakor, czasem piekę również czekoladowe i cynamonowe kruche ciasteczka, które dołączam do prezentów. Z braku czasu w tym roku upiekłam kolakakor, ale dodałam do nich cynamon z nadzieją, że wpasują się w świąteczny klimat. Nie zawiodłam się, są wyśmienite!


Czas, który zaoszczędziłam przy świątecznych wypiekach przeznaczyłam na zrobienie prezentów, dlatego większość mojej rodziny i przyjaciół dostanie w tym roku musujące kule do kąpieli o zapachu lawendy...


...oraz mydełka - kawowe i pomarańczowe. To co widzicie na zdjęciach, to tzw. "resztki" czyli to, co nie zostało jeszcze rozdane lub spakowane do większej paczki.


Reszta prezentów jest już spakowana i czeka na ułożenie pod choinką w domu moich rodziców, bo to tam w tym roku spędzę wigilię.


Mam nadzieję, że choinka będzie u nich wyglądała tak jak u mnie, kiedy to gościłam u siebie przyjaciół na corocznym przedświątecznym spotkaniu.


Spotkanie było bardzo udane! Pozytywnie mnie naładowało, więc liczę, że po rodzinnej wigilii będzie jeszcze lepiej ;)


Życzę Wam spokojnych Świąt, udanych rodzinnych spotkań, naładowania baterii na sylwestrową noc oraz odpoczynku po całym roku i odrobiny zadumy, w jaką ostatnio popadł mój kot ;)


Wszystkiego dobrego!
Do zobaczenia po Świętach :)

19.11.2011

Zupa cebulowa

Przyznaję - to była najtrudniejsza zupa jaką w życiu robiłam! I raczej nie chodzi o trudność w gotowaniu, ale w przygotowaniu składników. Cebula... Serdecznie nienawidzę kroić cebuli. Nie jadam też surowej, bo po prostu mnie obrzydza... I jak tu pokroić 4 wielkie cebule, kiedy ja przy pierwszej połówce nie mogę zatamować potoków łez??? To było prawdziwe poświęcenie, które opłaciło się smakowitym daniem, warto było!

A czemu naszło mnie akurat na zupę cebulową? Ano dlatego, że właśnie skończyłam czytać książkę, w której zakładką był przepis. Towarzyszył mi od dawna, przekładałam go z książki do książki i jakoś tak chyba mi się opatrzył ;) W końcu postanowiłam go wypróbować.


Zupa nie prezentuje się nadzwyczajnie. Na dodatek moja grzanka z serem też wygląda jakby nie lubiła zapachu surowej cebuli - taka jakaś przetrącona... Ale niech Was nie zwiedzie prezencja tego dania, bo w smaku jest naprawdę wyśmienite!


Mieliście już kiedyś do czynienia z zupą cebulową?
Chętnie wracacie do takich jednoskładnikowych dań?