5.10.2011

Gotuj z Martą

Marta jest moją przyjaciółką z kręgu "dochodzących znajomych" ;) Nie spotykamy się regularnie, nie spotykamy się często. Potrafimy nie widzieć się latami, chyba tylko po to, by przy najbliższym spotkaniu zupełnie nie czuć tego czasu. Bardzo szybko nadrabiamy zaległości w plotkach i raz-dwa przechodzimy do innych tematów ;) Uwielbiam się z nią spotykać, bo oprócz pogaduszek, ostatnio dodałyśmy coś jeszcze... Gotowanie!
Jakiś czas temu znów miałam przyjemność Ją u siebie gościć (nasze spotkania są coraz częstsze, bardzo mi się to podoba!), a Ona jak zwykle nie przyszła z pustymi rękami. Tym razem przyniosła dynię!


Marta stwierdziła, że skoro jestem chora, to przyjdzie i gotuje mi zupę. Cóż mogłam powiedzieć? Zupełnie się nie sprzeciwiłam, bo to naprawdę miłe, kiedy ktoś dla ciebie gotuje. No i jescze nigdy nie jadłam zupy dyniowej, więc byłam ciekawa jakim przepisem mnie zaskoczy.
I tak oto pokażę Wam co trzeba zrobić, by zjeść taką samą zupę jaką ja zjadłam kilka dni temu. Gotuj z Martą!

Do zupy potrzebujemy tylko połowę dyni, która kroimy w ćwiartkę. Obieramy ze skóry i wydrążamy pestki.


Do zupy musimy dodać 3 ziemniaczki, które również musimy obrać i pokroić w kostkę.


Warzywa od razu wrzucamy do garnka.


Powoli zapełniamy dość wysoki garnek.


Garnek musimy dopasować do ilości zupy jaką chcemy otrzymać. Musi być na tyle duży, by wszystkie składniki bez problemu się zmieściły, i na tyle wysoki, by nie ochlapać kuchni, kiedy będziemy miksować ugotowane składniki.


Będzie nam również potrzebna cebula oraz czosnek.


Cebulę kroimy w piórka, a czosnek wkładamy w całości.


Wszystko ląduje w garnku. A czosnku to dwa ząbki wrzucamy!


Kiedy składniki są już gotowe - garnek stawiamy na kuchence. Warzywa zalewamy bulionem tak, by wszystkie były przykryte wodą.


Gotujemy do miękkości, a później miksujemy.


Miksujemy...


Miksujemy... Aż do uzyskania gładkiej konsystencji.


Zupę doprawiamy pieprzem. Rozlewamy do talerzy i dodajemy śmietanę. Moja porcja prezentowała się tak:


Śmietanę 36 % dałam na środek tylko po to, żeby móc również spróbować zupy sauté.


Powiem jedno - zupa zabielona śmietaną smakuje dużo lepiej!!! Nie bawcie się w misterne ozdoby, tylko chwytajcie łyżki, bo stygnie!


Mam nadzieję, że i Wy, moi drodzy Czytelnicy, skosztujecie tej wspaniałej atmosfery jaką wokół siebie roztacza Marta. I przy okazji zjedzie super-hiper-ekstra-smaczną zupę z dyni :)
Smacznego!

6 komentarzy:

  1. smakowała Ci zupa? ja ostatnio jadłam placki z dyni (coś jak ziemniaczane), dobre :) Karola

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupa mi smakowała! Ale kilka dni później zrobiłam swoją, z braku składników nie mogłam powtórzyć przepisu z tego posta, więc dodałam to co miałam pod ręką. I wyszła super :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Dynia uśmiecha się do mnie za każdym razem jak jestem na rynku. Może bym kupiła i całą i byśmy się podzieliły? Na 2 lub 3 :)

    Iwka

    OdpowiedzUsuń
  4. Kupiłam ale spleśniała, dziwne

    Iw.

    OdpowiedzUsuń
  5. To może ja kupię? Mam znów ochotę zrobić coś z dyni.

    OdpowiedzUsuń

Niezmiernie miło mi czytać i odpowiadać na Wasze komentarze, dlatego jeśli komentujesz jako "Anonimowy" proszę, zostaw swoje imię lub inicjały. Dziękuję!